Szłam za nieznajomą dokładnie się wszystkiemu przyglądając. Prowadziła mnie wąskim korytarzem. Na ścianach wisiały portrety istot podobnych do niej. Otworzyła wielkie drzwi i wprowadziła mnie do pomieszczenia. Sufit oddalony było od mojej głowy o kilkadziesiąt metrów, jednak udało mi się dostrzec małe latarnie. Mimo, iż było ich niewiele, dawały dużo światła. Otoczona byłam półkami wypełnionymi książkami. Tworzyły one ściany. Oprócz tego wszędzie były porozstawiane wielkie, rozłożyste fotele z czerwonymi obiciami. Zza półek zaczęły nieśmiało wyglądać przeróżne istoty. Niektóre wyglądały jak zwykli ludzie, inni jak coś zupełnie mi nieznanego, ale każdy wyglądał inaczej. Poczułam na sobie ich spojrzenie.
-Hej - powiedziałam nieśmiało - nazywam się... - nie zdążyłam dokończyć, bo przyjaciółka Mantimy nakazała mi się uciszyć.
-Najpierw przemawia osoba, którą znają. Inaczej nie będą się czuli bezpiecznie.
Pokiwałam głową i poczułam się trochę zawstydzona.
-Posłuchajcie to jest Emily. Będzie się uczyć w naszej szkole. Nie musicie się jej bać. Jest jedną z nas.
Po tych słowach wszyscy wyszli z ukrycia i zaczęli mi się kolejno przedstawiać.
-Ja już was zostawię samych. Mam nadzieję, że sobie poradzicie. A tak w ogóle Emily możesz mi mówić Kamstaren - i nagle znikła. Jakby rozpłynęła się powietrzu.
Stałam przez chwilę z otwartymi ustami.
-Hej - wyrwałam się z zamyślenia. Przede mną stała zwyczajna dziewczyna z brązowymi włosami uczesanymi w warkocza i niebieskimi oczami. Na nosie i policzkach miała pełno piegów. - Nazywam się Lucy. Jesteś Emily, tak? Pokażę ci nasze pokoje i pociągnęła mnie za rękę.
************************************************************************************************
Tak wiem obiecywałam, że będzie już 17 czerwca i dłużej, ale miałam parę swoich spraw i małych problemików i musiałam się nimi zająć. Nie miałam, więc czasu na pisanie. Jednak to co wam mogę powiedzieć na pewno to to, że jak tylko do udostępnię to zacznę pisać następny rozdział :D W tą niedzielę jadę na działkę, więc też nic nie udostępnię co nie znaczy, że nie napiszę ;) Do zobaczenia w następnym rozdziale ;)
Dwa światy Emily
piątek, 4 lipca 2014
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Przeprosiny
Ponad dwa miesiące przerwy!
No, ale cóż. Szkoła itd. Ale już dziś lub jutro nowy rozdział! Trzymajcie kciuki ;)
PS.Mam nowe postanowienie, jeśli chodzi o wakacje. Będę dodawała posty co tydzień. Rzadziej niż w ferie, kiedy zaczynałam pisać, ale rozdziały będą dłuższe ;) Oczekujcie nowej notki ;)
niedziela, 30 marca 2014
Rozdział 8 - Szkoła
-Nie! Ja chce się obudzić! To nie jest prawda! - Krzyczałam.
-Przestań. Jesteś żałosna. Z resztą jak większość - odezwała się postać z mojego snu.
-Tak?! Ciekawe jak ty byś się zachowała! A tak w ogóle to ty przecież nie istniejesz! Coś mi się pomieszało w głowie od czasu kiedy zemdlałam. Nie ciebie tutaj wcale nie ma - ostatnie zdanie powiedziałam już spokojnie. Zaczęłam kierować się w stronę łóżka. Nagle poczułam na moim ręku zimny dotyk skóry. -Super. Zostałam schwytana przez moją własną wyobraźnię.
-Jestem prawdziwa i ty dobrze o tym wiesz. Przeżyłaś szok. Nikt z odwiedzających nie widział czegoś takiego przy pierwszej wizycie.
-Chwileczkę. Wizycie tam? Na tej twojej planecie?
-W sumie to jest to raczej inny świat.
-Rozumiem to kolejny sen. Kiedy się obudzę? - spytałam z ironią.
-Przestań. Jeśli chcesz mogę ci wszystko wyjaśnić, ale musisz ze mną współpracować.
-No dobrze powiedzmy, że ci wierzę. Wyjaśnisz mi to?
-Wspominałaś coś, że któregoś dnia zemdlałaś.
-No i?
-Ty wiesz coś więcej, prawda? Prawie się wygadałaś chłopakowi. On już coś podejrzewa. Wiem, że tego samego dnia porwano Eve. Jesteś teraz w kinie. Odnalazła się. Ale skończył ci się czas żeby z nią porozmawiać. Czas się zatrzymał.
-Czekaj. Skąd ty to wiesz? Co to było jakieś przedstawienie? Jest tu gdzieś jakaś ukryta kamera? Nic mi nie wyjaśniłaś. Jedyne co teraz zrozumiałam to, że ktoś sobie ze mnie żartuje. Tylko nie wiem czemu!
-Złap mnie za rękę. Gdzieś cię zaprowadzę.
-Muszę? Nie mogę iść za tobą? - spytałam, ale spojrzała na mnie tak, że już znałam odpowiedź. Niepewnie chwyciłam jej rękę. Znów mrok i pustka wypełniły mój umysł. Chwilę później moim oczom ukazały się wrota do nieznanej krainy. Otworzyły się, a ja i Mantima przekroczyłyśmy ich próg. Dopiero teraz zobaczyłam przepaść pod stopami.
-Przestań. Jesteś żałosna. Z resztą jak większość - odezwała się postać z mojego snu.
-Tak?! Ciekawe jak ty byś się zachowała! A tak w ogóle to ty przecież nie istniejesz! Coś mi się pomieszało w głowie od czasu kiedy zemdlałam. Nie ciebie tutaj wcale nie ma - ostatnie zdanie powiedziałam już spokojnie. Zaczęłam kierować się w stronę łóżka. Nagle poczułam na moim ręku zimny dotyk skóry. -Super. Zostałam schwytana przez moją własną wyobraźnię.
-Jestem prawdziwa i ty dobrze o tym wiesz. Przeżyłaś szok. Nikt z odwiedzających nie widział czegoś takiego przy pierwszej wizycie.
-Chwileczkę. Wizycie tam? Na tej twojej planecie?
-W sumie to jest to raczej inny świat.
-Rozumiem to kolejny sen. Kiedy się obudzę? - spytałam z ironią.
-Przestań. Jeśli chcesz mogę ci wszystko wyjaśnić, ale musisz ze mną współpracować.
-No dobrze powiedzmy, że ci wierzę. Wyjaśnisz mi to?
-Wspominałaś coś, że któregoś dnia zemdlałaś.
-No i?
-Ty wiesz coś więcej, prawda? Prawie się wygadałaś chłopakowi. On już coś podejrzewa. Wiem, że tego samego dnia porwano Eve. Jesteś teraz w kinie. Odnalazła się. Ale skończył ci się czas żeby z nią porozmawiać. Czas się zatrzymał.
-Czekaj. Skąd ty to wiesz? Co to było jakieś przedstawienie? Jest tu gdzieś jakaś ukryta kamera? Nic mi nie wyjaśniłaś. Jedyne co teraz zrozumiałam to, że ktoś sobie ze mnie żartuje. Tylko nie wiem czemu!
-Złap mnie za rękę. Gdzieś cię zaprowadzę.
-Muszę? Nie mogę iść za tobą? - spytałam, ale spojrzała na mnie tak, że już znałam odpowiedź. Niepewnie chwyciłam jej rękę. Znów mrok i pustka wypełniły mój umysł. Chwilę później moim oczom ukazały się wrota do nieznanej krainy. Otworzyły się, a ja i Mantima przekroczyłyśmy ich próg. Dopiero teraz zobaczyłam przepaść pod stopami.
***
-Padnij! - Usłyszałam. Nade mną przeleciał ogromny smok. W oddali słychać było huk.
-Nic ci nie jest? - spytała obca mi osoba - Emily słyszysz mnie?
-Nie nic mi nie jest skąd znasz moje imie?
-Jestem przyjaciółką Mantimy ona musiała iść choć ze mną! Szybko!
Dobiegłyśmy do wielkiego pałacu. Pozłacane wrota już na nas czekały otwarte. Gdy tylko znalazłyśmy się w środku usłyszałam za sobą głośny huk zamykanych drzwi.
-Ok. Co tu jest grane?-spytałam przerażona.
-Są teraz ćwiczenia. Choć oprowadzę cię po naszej szkole.
-To to jest szkoła? To wygląda jak jakiś pałac.
-Najpierw pokażę ci bibliotekę. Weźmiemy dla ciebie książki.
-Ale ja mam szkołę. Nie potrzebuję drugiej dzięki.
-Musisz. Nauczymy cię jak żyć. Jak to wszystko kontrolować.
-Jasne - odpowiedziałam nie pytając o nic więcej, bo wiedziałam, że i tak nic nie zrozumiem.
-Należysz do pierwszej klasy. W tym roku nauczymy cię podstaw.
-A czego dokładniej?
-No między innymi przemiany, przejścia do innych światów... podstaw samoobrony?
-Czyli jakaś sztuka walki?
-Nie, nie, nie. Będziesz się uczyła walczyć jako smok. Oczywiście najpierw zobaczymy jaka jesteś.
-Wszyscy tutaj są smokami?
-Potrafią się w nie zamieniać.
-Dlaczego... Dlaczego przechodzę do innych światów? Dlaczego akurat ja?
-Nie jesteś jedyna. Jeśli chcesz możemy najpierw cię przedstawić.
************************************************************************************
Jak wam się spodobało? Jak myślicie czy będzie chodzić do tej szkoły? czy znajdzie kogoś takiego jak ona? Kto również nie mógł sobie poradzić? Do następnego posta! ;)
PS. Założyłam bloga na tumrl więc jeśli komuś będzie tam wygodniej to zapraszam ;)
http://milady-werty.tumblr.com/
Aktualności pewnie będą się szybciej pojawiały tutaj no i tutaj są te ankiety i cała reszta no ale ;)
PS. Założyłam bloga na tumrl więc jeśli komuś będzie tam wygodniej to zapraszam ;)
http://milady-werty.tumblr.com/
Aktualności pewnie będą się szybciej pojawiały tutaj no i tutaj są te ankiety i cała reszta no ale ;)
niedziela, 16 marca 2014
Rozdział 7 - Sen
Zamykając oczy zastanawiało mnie czego
mogę się spodziewać od mojego życia. Jakie niespodzianki dla mnie
przygotowało? Lecz mój namysł nie trwał długo. Przerwało je
nagła cisza i ten sam dźwięk. Przed oczami miałam pustkę. Na
ciemnym tle zaczęły pojawiać się zarysy postaci. Przypominały
białe plamy. Z czasem przybrały normalne barwy. Pierwszą postacią
był chłopak o ciemnobrązowych włosach i zielonych oczach, zaś
drugą dziewczyna długich, lekko falowanych, brąz włosach i
niebieskich oczach. Doskonale wiedziałam kim są. Widziałam siebie
i Briana. Podszedł do mnie i wyciągnął rękę, ale ja jej nie
złapałam. Zamiast tego uciekłam. Szukałam w pustce drugiej mnie,
ale nie znalazłam. Znów spojrzałam na chłopaka. Wyglądał już
trochę inaczej. Nie był już szczęśliwy, a zamiast zwykłej
koszulki i szortów miał na sobie garnitur.
- Co do... - pomyślałam.
W tym samym momencie pojawiła się reszta ludzi. Wszyscy ubrani na czarno i wszyscy równie smutni. Patrzyli się w jedno miejsce. Odwróciłam głowę w tą samą stronę i zobaczyłam... Trumnę.
- Chwileczkę skoro są tu wszyscy moi przyjaciele to czemu mnie tu nie ma?
Potrzebowałam paru minut zanim do mnie dotarło.
- To jest mój pogrzeb – wyszeptałam.
- Tak. Zgadłaś. Nawet szybko – usłyszałam za sobą i aż podskoczyłam. Odwróciłam się na pięcie.
Przede mną stała szczupła dziewczyna, ale nie był to człowiek. Przypominała bardziej kota. Była na dwóch łapach z długimi pazurami, pokrytymi fioletowym futrem. Miała duże, zielone, kocie oczy, za to jej uszy kojarzyły mi się ze smokiem. Oprócz tego do pasa sięgały długie brązowe włosy.
- Kim jesteś? - wycedziłam. Byłam ciekawa kim i czym jest, ale jednocześnie tak przerażona, że nie potrafiłam tego ukryć.
- Nazywam się Mantima. Jestem Majwą.
- To znaczy?
- Istotą żyjącą w przestrzeni międzyczasowej.
- Aha jasne – powiedziałam, bo nic tak naprawdę nie rozumiałam.
-Nie martw się nie ty sama... Codziennie przybywa tu wiele różnych istot.
- Tu? To znaczy gdzie?
- Na Bintinie – planecie oddalonej od Ziemi o setki tysięcy lat świetlnych. Nie ma nic wspólnego z innymi planetami. Jesteś tu, ponieważ masz duże kłopoty.
- Czy chodzi o tego gigantycznego wilka, który stoi za tobą? - zapytałam. Choć się bałam to udało mi się utrzymać spokojny ton.
Odwróciła się na pięcie, skoczyła i w ułamku sekundy zmieniła się w wielkiego, płonącego smoka. Serce zaczęło bić mi mocniej i przewróciłam się na ziemię. Obudziłam się. Nadal byłam przerażona. Wstałam i poszłam do łazienki, by przemyć twarz zimną wodą. Gdy spojrzałam w lustro nie mogłam wierzyć własnym oczom.
************************************************************************************
Jak myślicie? Co zobaczyła Emily? Gdzie była? Czy to był kolejny sen? A może kolejny świat? Piszcie w komentarzach. Do następnego rozdziału ;)
PS. Przepraszam za 2 tygodnie nieobecności no ale wiecie szkoła ;) Piszcie w komentarzach czy wam się podoba. A no i mam jeszcze pytanie. Wolicie książkę elektroniczną czy na papierze? Zapraszam
do głosowania w ankiecie i na mojego ask'a. ;)
- Co do... - pomyślałam.
W tym samym momencie pojawiła się reszta ludzi. Wszyscy ubrani na czarno i wszyscy równie smutni. Patrzyli się w jedno miejsce. Odwróciłam głowę w tą samą stronę i zobaczyłam... Trumnę.
- Chwileczkę skoro są tu wszyscy moi przyjaciele to czemu mnie tu nie ma?
Potrzebowałam paru minut zanim do mnie dotarło.
- To jest mój pogrzeb – wyszeptałam.
- Tak. Zgadłaś. Nawet szybko – usłyszałam za sobą i aż podskoczyłam. Odwróciłam się na pięcie.
Przede mną stała szczupła dziewczyna, ale nie był to człowiek. Przypominała bardziej kota. Była na dwóch łapach z długimi pazurami, pokrytymi fioletowym futrem. Miała duże, zielone, kocie oczy, za to jej uszy kojarzyły mi się ze smokiem. Oprócz tego do pasa sięgały długie brązowe włosy.
- Kim jesteś? - wycedziłam. Byłam ciekawa kim i czym jest, ale jednocześnie tak przerażona, że nie potrafiłam tego ukryć.
- Nazywam się Mantima. Jestem Majwą.
- To znaczy?
- Istotą żyjącą w przestrzeni międzyczasowej.
- Aha jasne – powiedziałam, bo nic tak naprawdę nie rozumiałam.
-Nie martw się nie ty sama... Codziennie przybywa tu wiele różnych istot.
- Tu? To znaczy gdzie?
- Na Bintinie – planecie oddalonej od Ziemi o setki tysięcy lat świetlnych. Nie ma nic wspólnego z innymi planetami. Jesteś tu, ponieważ masz duże kłopoty.
- Czy chodzi o tego gigantycznego wilka, który stoi za tobą? - zapytałam. Choć się bałam to udało mi się utrzymać spokojny ton.
Odwróciła się na pięcie, skoczyła i w ułamku sekundy zmieniła się w wielkiego, płonącego smoka. Serce zaczęło bić mi mocniej i przewróciłam się na ziemię. Obudziłam się. Nadal byłam przerażona. Wstałam i poszłam do łazienki, by przemyć twarz zimną wodą. Gdy spojrzałam w lustro nie mogłam wierzyć własnym oczom.
************************************************************************************
Jak myślicie? Co zobaczyła Emily? Gdzie była? Czy to był kolejny sen? A może kolejny świat? Piszcie w komentarzach. Do następnego rozdziału ;)
PS. Przepraszam za 2 tygodnie nieobecności no ale wiecie szkoła ;) Piszcie w komentarzach czy wam się podoba. A no i mam jeszcze pytanie. Wolicie książkę elektroniczną czy na papierze? Zapraszam
do głosowania w ankiecie i na mojego ask'a. ;)
piątek, 28 lutego 2014
Rozdział 6 - Nowe
- Co by teraz porobić - powiedziałam sama do siebie, kiedy w
pokoju rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyłam. Przede mną stał ten
sam chłopak co na zdjęciach - hej...
- Cześć. Czemu nie przyszłaś? Mieliśmy dziś ważny mecz. Obiecałaś, że będziesz - miał przyjemny, ciepły głos. Na jego ustach widać było uśmiech, ale w oczach smutek.
- Przepraszam... Yhm... Źle się dziś czułam... Myślałam, że Eve ci powiedziała.
- O czym? - powiedział i zbliżył się na krok.
- Zemdlałam dzisiaj po lekcjach. Przez połowę drogi do domu nie mogłam odzyskać równowagi... No, a potem część rzeczy zapomniałam....
- A byłyście u pielęgniarki? - Jego mina zmieniła się teraz w zatroskaną. Objął mnie w pasie i pocałował w policzek. Jednak nie było w tym dla mnie nic dziwnego. Przybliżyłam się jeszcze bardziej i oparłam głowę o jego ramię.
- Nie, nie byłyśmy. Czuję się już dużo lepiej, ale... - Chciałam mu o wszystkim powiedzieć, ale nie byłam pewna czy powinnam.
- Ale?
- Ale jestem głodna - powiedziałam śmiejąc się. Musiałam coś zmyślić - chodź, zjemy coś.
- A gdzie? - zapytał odwzajemniając uśmiech.
- Nie wiem jeszcze. Możesz coś zaproponować.
- Hmmm... To może do takiej restauracji. Otworzyli ją niedawno. Jest niedaleko. Moi znajomi byli i chwalą.
- Dobrze, ale ty prowadzisz.
Wyszliśmy. Zamknęłam drzwi i ruszyliśmy w kierunku windy.
- Idziemy sami czy chcesz kogoś zabrać? - zapytał.
- Nie. Chciałabym spędzić resztę dnia z tobą - nie miałam ochoty na kolejne niespodzianki. Musiałam najpierw przyjąć do wiadomości to, czego już się dowiedziałam.
- Dobrze. Jedziemy taksówką czy idziemy pieszo?
- Mówiłeś, że to niedaleko, więc chyba pieszo - powiedziałam nadal się uśmiechając. Przy nim nie potrafiłam być smutna.
- W takim razie potrzebujemy na dojście aż piętnaście minut - zaczął się śmiać.
Szliśmy trzymając się za ręce. Minęliśmy fontannę i skręciliśmy w lewo. Przed nami była wielka brama, a obok mała furtka.
- Chwila. Zaczekaj. Trochę się chyba zapomniałam. My chyba nie możemy wychodzić poza teren szkoły.
- Nam wszystko wolno - powiedział i znów pocałował mnie w policzek.
Wyjął z kieszeni kluczyk i włożył go do zamka. Szliśmy długą ulicą. Było już ciemno. Drogę oświetlały nam tylko latarnie. Na niebie nie było żadnej chmurki, a jedynie księżyc i miliony gwiazd. Zastanawiałam się jak było przed tym wszystkim. Przed moim snem... Jeśli to w ogóle był sen...
- O czym tak myślisz? - Brian przerwał moje rozmyślania.
- O wszystkim. O nas - odpowiedziałam i wtuliłam się w jego ramię. Staliśmy tak dobrą minutę.
- To co idziemy? Czy chcesz wracać? - spojrzał mi w oczy. Było w nich tyle miłości...
- A daleko jeszcze? - Powiedziałam wesoło.
- Nie. To już tam - wskazał niski budynek z dużymi oknami. Ze środka dobiegało światło.
- Więc idziemy.
- I jak ci się podoba? - zapytał.
- Jest pięknie. Nie wiedziałam, że tak blisko naszej szkoły jest taka restauracja.
- To dobrze. Na jedzenie musimy poczekać dwadzieścia minut.
- Wytrzymam - uśmiechnęłam się - a jak poszedł mecz? - zagadałam.
- Dobrze. Wygraliśmy pięć do zera.
- Najlepsi zawsze wygrywają - spojrzałam mu w oczy. Zbliżyliśmy się do siebie i pocałowaliśmy. Czas się zatrzymał. Nic wokół nas nie było. Istnieliśmy tylko my.
- Masz na jutro jakieś plany?
- Ehm... Chyba nie... a... jaki jutro dzień?
- Sobota.
- Nie. W takim razie nie.
- Może wybierzemy się gdzieś jutro?
- Masz jakiś plan? - Byłam ciekawa czy wymyślił coś na jutrzejszy dzień.
- Pomyślałem, że możemy pójść do kina, a potem do restauracji. Może tutaj, a potem...
- Tak? A potem?
- Możemy pójść do mnie.
- I? Co będziemy robić?
- Coś wymyślimy.
- No dobrze - i znów mnie pocałował tym razem w rękę.
W tym momencie przyszła do nas kelnerka i podała jedzenie. Zjedliśmy w ciszy. Zapłaciliśmy i wróciliśmy taksówką do domu.
************************************************************************************
I jak myślicie? Czy Emily zostanie w tym świecie już na zawsze? Który świat jest tylko jej wyobraźnią? A może oba są prawdziwe? A może oba są wyobraźnia? Może istnieje jeszcze jakiś? Piszcie w komentarzach ;)
- Cześć. Czemu nie przyszłaś? Mieliśmy dziś ważny mecz. Obiecałaś, że będziesz - miał przyjemny, ciepły głos. Na jego ustach widać było uśmiech, ale w oczach smutek.
- Przepraszam... Yhm... Źle się dziś czułam... Myślałam, że Eve ci powiedziała.
- O czym? - powiedział i zbliżył się na krok.
- Zemdlałam dzisiaj po lekcjach. Przez połowę drogi do domu nie mogłam odzyskać równowagi... No, a potem część rzeczy zapomniałam....
- A byłyście u pielęgniarki? - Jego mina zmieniła się teraz w zatroskaną. Objął mnie w pasie i pocałował w policzek. Jednak nie było w tym dla mnie nic dziwnego. Przybliżyłam się jeszcze bardziej i oparłam głowę o jego ramię.
- Nie, nie byłyśmy. Czuję się już dużo lepiej, ale... - Chciałam mu o wszystkim powiedzieć, ale nie byłam pewna czy powinnam.
- Ale?
- Ale jestem głodna - powiedziałam śmiejąc się. Musiałam coś zmyślić - chodź, zjemy coś.
- A gdzie? - zapytał odwzajemniając uśmiech.
- Nie wiem jeszcze. Możesz coś zaproponować.
- Hmmm... To może do takiej restauracji. Otworzyli ją niedawno. Jest niedaleko. Moi znajomi byli i chwalą.
- Dobrze, ale ty prowadzisz.
Wyszliśmy. Zamknęłam drzwi i ruszyliśmy w kierunku windy.
- Idziemy sami czy chcesz kogoś zabrać? - zapytał.
- Nie. Chciałabym spędzić resztę dnia z tobą - nie miałam ochoty na kolejne niespodzianki. Musiałam najpierw przyjąć do wiadomości to, czego już się dowiedziałam.
- Dobrze. Jedziemy taksówką czy idziemy pieszo?
- Mówiłeś, że to niedaleko, więc chyba pieszo - powiedziałam nadal się uśmiechając. Przy nim nie potrafiłam być smutna.
- W takim razie potrzebujemy na dojście aż piętnaście minut - zaczął się śmiać.
Szliśmy trzymając się za ręce. Minęliśmy fontannę i skręciliśmy w lewo. Przed nami była wielka brama, a obok mała furtka.
- Chwila. Zaczekaj. Trochę się chyba zapomniałam. My chyba nie możemy wychodzić poza teren szkoły.
- Nam wszystko wolno - powiedział i znów pocałował mnie w policzek.
Wyjął z kieszeni kluczyk i włożył go do zamka. Szliśmy długą ulicą. Było już ciemno. Drogę oświetlały nam tylko latarnie. Na niebie nie było żadnej chmurki, a jedynie księżyc i miliony gwiazd. Zastanawiałam się jak było przed tym wszystkim. Przed moim snem... Jeśli to w ogóle był sen...
- O czym tak myślisz? - Brian przerwał moje rozmyślania.
- O wszystkim. O nas - odpowiedziałam i wtuliłam się w jego ramię. Staliśmy tak dobrą minutę.
- To co idziemy? Czy chcesz wracać? - spojrzał mi w oczy. Było w nich tyle miłości...
- A daleko jeszcze? - Powiedziałam wesoło.
- Nie. To już tam - wskazał niski budynek z dużymi oknami. Ze środka dobiegało światło.
- Więc idziemy.
***
Otworzył przede mną drzwi. Weszłam do środka. Na sali było mnóstwo
ludzi. Siedzieli na pięknych krzesłach z pozłacanymi wykończeniami i
przy okrągłych stołach. Kelnerka zaprowadziła nas po czerwonym dywanie
do dwuosobowego stolika z nieskazitelnie białym obrusem. Podała nam
kartę. Ceny nie były tam wysokie. Przynajmniej według mnie. Zamówiliśmy
jedzenie.- I jak ci się podoba? - zapytał.
- Jest pięknie. Nie wiedziałam, że tak blisko naszej szkoły jest taka restauracja.
- To dobrze. Na jedzenie musimy poczekać dwadzieścia minut.
- Wytrzymam - uśmiechnęłam się - a jak poszedł mecz? - zagadałam.
- Dobrze. Wygraliśmy pięć do zera.
- Najlepsi zawsze wygrywają - spojrzałam mu w oczy. Zbliżyliśmy się do siebie i pocałowaliśmy. Czas się zatrzymał. Nic wokół nas nie było. Istnieliśmy tylko my.
- Masz na jutro jakieś plany?
- Ehm... Chyba nie... a... jaki jutro dzień?
- Sobota.
- Nie. W takim razie nie.
- Może wybierzemy się gdzieś jutro?
- Masz jakiś plan? - Byłam ciekawa czy wymyślił coś na jutrzejszy dzień.
- Pomyślałem, że możemy pójść do kina, a potem do restauracji. Może tutaj, a potem...
- Tak? A potem?
- Możemy pójść do mnie.
- I? Co będziemy robić?
- Coś wymyślimy.
- No dobrze - i znów mnie pocałował tym razem w rękę.
W tym momencie przyszła do nas kelnerka i podała jedzenie. Zjedliśmy w ciszy. Zapłaciliśmy i wróciliśmy taksówką do domu.
***
Odprowadził mnie pod drzwi i pocałował na pożegnanie. Weszłam do pokoju
i już nie mogłam się doczekać kolejnego dnia. Nie miałam na nic siły.
Przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Zrzuciłam połowę poduszek
na podłogę. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Na wyświetlaczu była
tylko wiadomość "Dobranoc"************************************************************************************
I jak myślicie? Czy Emily zostanie w tym świecie już na zawsze? Który świat jest tylko jej wyobraźnią? A może oba są prawdziwe? A może oba są wyobraźnia? Może istnieje jeszcze jakiś? Piszcie w komentarzach ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)